Sopocka Alga zlicytowana
W centrum Sopotu został wylicytowany pawilon o PRL-owskim rodowodzie, przy Bohaterów Monte Cassino 60 - w postępowaniu egzekucyjnym, za 9 mln 600 tys. złotych. Do transakcji doszło na przełomie 2024 i 2025 roku, bez oświadczeń do mediów, bez błysku fleszy. To jedno z najbardziej zaniedbanych miejsc przy Monciaku; zna je każdy, kto był w okolicy, bo jego brzydota w tak eksponowanym miejscu (przylega do Placu Przyjaciół Sopotu) dziwi nieprzerwanie od lat. Według informacji zawartych w obwieszczeniu Sądu Rejonowego w Gdańsku, nowym właścicielem została poznańska (i belgijska) spółka deweloperska, Ascot Morena, specjalizująca się w mieszkaniówce, PRS-ach, prywatnych akademikach i mieszkaniach dla seniorów.
Zobacz także: Na dachu tańczyły kieliszki, na stołach tylko plater i porcelana. Kultową Kaskadę w Łodzi budowano 6 lat, łatano dekadę
Ale nie zawsze tak było - mało kto wie, że ten obskurny pawilon to dawny bar Alga, za który zespół architekta Andrzeja Sierakowskiego został wyróżniony nagrodą III stopnia KBUiA. Budowany nowocześnie i innowacyjnie, w 1961 roku doczekał się dwuczęściowej, 9-stronicowej publikacji w miesięczniku "Architektura". Pierwszą część poświęcono architekturze z charakterystycznym zadaszeniem tarasu i wnętrzom, drugą eksperymentalnej stalowo-aluminiowej konstrukcji ścian kurtynowych opracowywanej pod okiem inż. Bohdana Koya i wykorzystanej w Aldze (ale i np. w warszawskim Supersamie). Miało być lekko, nowocześnie i kolorowo. Szyby uzupełniono stalowymi płytami powleczonymi niebiesko-zieloną (jak morze) emalią porcelanową. Wypalano je w w temperaturze 700-900°C.
Do produkcji elementów przeszklonych ścian trzeba było zaangażować stocznię rzeczną w Pleniewie, która dysponowała odpowiednią infrastrukturą.
Piekło socmodernizmu
Gdyby architektoniczna reinkarnacja istniała, odrodzenie się jako socmodernizm w Sopocie byłoby jedną z największych kar. Ponadprzeciętnych przykładów architektury powojennego modernizmu nie ma tu wiele, a to co się ostało, sukcesywnie znika. Najpierw jednak pastwi się nad nim los. W ten sposób zniknął dawny dom turysty z wielką mozaiką, zniknęły Łazienki Północne ze ślimakiem - efektowymi krętymi schodami. Niedawno zapowiedziano, że rozpoznawalny i zachowany w oryginalnym stanie neon MOLO zostanie zdemontowany i zastąpiony imitacją neonu, który był tam wcześniej - bo był ładniejszy. Po latach popadania w ruinę, pawilon Meduza, całe szczęście, ostatnio doczekał się dobrego remontu. Malowidła z wnętrza przepadły pewnie dekady temu.
Dawny bar Alga ratuje dziś to, gdzie stoi - prawdopodobnie tylko dlatego pozostaje jeszcze w użytku. Inaczej dawno już podzieliłby los swoich równolatków. Wyeksploatowany do granic możliwości, nieużywany, obróciłby się w ruinę zagrażającą bezpieczeństwu, a potem by go wyburzono. I nikt by za nim nie płakał, bo był brudny i brzydki. Biorąc pod uwagę obecny stan Algi (zaniedbana, brudna, brzydka), można z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że 10 milionów złotych to cena bardziej za działkę niż za budynek, który najpewniej rozpoczął właśnie ostatni rozdział życia.
Zobacz także: Ładne, bo czyste. Czyli dlaczego tak łatwo polubiliśmy nową Cepelię, a starą byliśmy gotowi burzyć
A było tak pięknie
Bar Alga powstał na samym początku lat 60. jako jaskółka zmian, które miały zapewnić Sopotowi zaplecze gastronomiczne nadążające za stale rosnącym napływem wczasowiczów. Nie patyczkowano się szczególnie - zamiast otwierać kolejne małe lokaliki, w samym centrum, przy molo, postawiono wielki kombinat kawiarniano-barowo-... mieszkalny. W części szpiczastej, dominancie, zaprojektowano bowiem mieszkania dla pracowników; tam również ulokowano administrację i magazyny.
Choć całość była potężna, sam pawilon zdawał się być lekki i raczej drobny- to zasługa przeszklonego parteru (przestrzenie zabudowane urozmaicono dwiema dużymi mozaikami z tłuczki i drobnymi nieregularnie rozłożonymi okienkami) i lekkich ścian kurtynowych na piętrze oraz - być może przede wszystkim - charakterystycznych markiz wykonanych z tworzywa sztucznego, rozpiętych nad kawiarnianym tarasem na piętrze. Wykonano je w żywo pomarańczowym kolorze; dobrano do niego kolor balustrad schodów.
Wnętrza wykończone były w drewnie, terakocie, marmurze (czyli premium) i szkle. Za główne akcenty kolorystyczne służyły czerwone i granatowe fotele, nawiązując nieco do kolorystyki przyjętej na zewnątrz.
Pod wieczór Alga zmieniała kreację. Od środka rozświetlało ją ciepłe światło. Dawała o sobie znać kolorowymi neonami. Największy z nich był pionowy i domykał kompozycję części mieszkalnej.
Z wszystkich elementów, którymi pieczołowicie urozmaicono bryłę tego dość nieskomplikowanego budynku, ostały się właściwie tylko schody, potłuczony i przesłonięty kioskiem fragment jednej mozaiki oraz ściany kurtynowe.
Co czeka Algę?
Alga należała wcześniej do sopockiej spółki Monte Cassino 60. Niszczała. Jakie plany ma nowy właściciel? Dowiemy się pewnie prędzej niż później - nikt nie wykłada 10 milionów, żeby utrzymywać ruinę. Trzeba jednak przyznać, że w ostatnim czasie stan budynki się poprawił, a stosowane przez właściciela rozwiązania (doraźne, bo doraźne) nawiązują do oryginalnego wyglądu budynku.
Czy jest alternatywa dla rozbiórki albo rozbudowy? W dłuższej perspektywie, bez wpisu do rejestru zabytków, marne szanse. Deweloper inwestuje, by zarobić. Utrzymywanie dużego budynku znajdującego się w kiepskim stanie, nieefektywnego energetycznie, nie sprawi, że inwestycja się zwróci, a co dopiero wygeneruje pożądany zysk.
Z pewnością tak duży obiekt można kreatywnie skomercjalizować i sfinansować renowację z rekonstrukcją. Plan miejscowy zapewnia dość dużą dowolność w funkcji: "gastronomia, kultura, handel, hotele, pensjonaty, biura, gabinety lekarskie, rzemiosło usługowe i inne nieuciążliwe, za wyjątkiem usług sektora finansowego". Dobry przykład rewitalizacji podobnego socmodernistycznego zrujnowanego pawilonu mamy w Warszawie - Cepelię - w razie czego jest się na kim wzorować. Ale do tego potrzebny jest pomysł, cierpliwość (bo inwestycja nie zwróci się tak szybko), kolejne miliony i przeświadczenie, że warto poświęcić część zysków dla zachowania dziedzictwa. A to zestaw u deweloperów wyjątkowo rzadki.
Jeżeli właściciel się na tę drogę nie zdecyduje, i tak nie będzie mieć łatwo. W prawdzie mpzp przewiduje zabudowę wysoką nawet na 14 metrów, działka jednak nie jest łatwa. Na inwestora nałożono obowiązek zrealizowania architektury wysokiej jakości, z detalami nawiązującymi do historycznych, z tradycyjnych materiałów - wyłonionej poprzez konkurs architektoniczno-urbanistyczny. Tak czy owak będzie musiał wybrać architekturę - albo tę historyczną, albo (w najgorszym wypadku) historyzującą. I szykować kolejne miliony.
Na koniec cofnijmy się jeszcze do samego początku - do publikacji z "Architektury". Tak 65 lat temu pisał Jan Popadiuk w swoim artykule poświęconym Aldze. Był 1961 rok:
W czasie realizacji tego pawilonu wytworzyła się niespotykana, wysoce życzliwa atmosfera, coś w rodzaju „oczekiwania" na narodziny upragnionego dziecka.
- Architektura: Andrzej Sierakowski (główny projektant), Wacław Rembiszewski i Jerzy Świdliński we współpracy z Janem Cichym i Вronisławem Gawrylukiem.
- Statyka i konstrukcja: inż. Dubrzyński, Bohdan Koy i Andrzej Koy.
- Realizacja: 1960.
- Nagrody: nagroda zespołowa III stopnia Komitetu Budownictwa, Urbanistyki i Architektury (1960).
- Generalny wykonawca: Społeczne Przedsiębiorstwo Budowlane w Gdańsku.
Źródło: Architektura (7-8/1961)
Zobacz także: Hotel Chiński w Sopocie stoi na plaży „od zawsze”. Po jednej stronie morze, po drugiej - drewniane smoki i morsy