Śniadanie w kotłowni, noc w odrestaurowanej hali. Curkownia Znin nie szuka dawnej świetności i nie wstydzi się zużycia

2026-01-02 15:17

Przemysłowa przeszłość wciąż jest tu obecna – w cegłach, maszynach, niedoskonałościach i w opowieściach ludzi, którzy jeszcze kilkanaście lat temu produkowali tu cukier. Dziś, gdy w dawnej kotłowni je się śniadanie, a w halach urządzono pokoje hotelowe, miejsce to pozostaje pełne dysonansów: pomiędzy komfortem a pamięcią, estetyką a oszczędnością, zachwytem a nieoczywistą szorstkością. I właśnie w tym napięciu kryje się największa wartość jednego z najciekawszych w Polsce eksperymentów architektonicznego reuse.

Rozmowa z Piotrem Grochowskim. Kongres Nowej Mobilności 2025

Kiedyś strajki głodowe, dziś strefa spa

Z panem Andrzejem spotykam się w recepcji hotelu. Dziś pełni rolę przewodnika - oprowadzając gości po kompleksie opowiada o produkcji cukru i pomaga w wyobrażeniu sobie dawnej codzienności tego miejsca. W jego opowieściach przewija się ponad sto lat historii - od niemieckich korzeni z końca XIX wieku po zaskakującą decyzję z 2005 roku o wygaszeniu produkcji. Słuchając relacji o protestach, strajkach głodowych i płonnych nadziejach przywożonych przez kolejnych polityków, zaczynasz czuć lekki dysonans.

Hotel Cukrownia Żnin - Grupa Arche

i

Autor: Artur Celiński/ Archiwum prywatne Hotel Cukrownia Żnin - Grupa Arche

W końcu Cukrownia Żnin jest dzisiaj komfortowym hotelem z basenem, strefą spa i salą balową zdolną pomieścić 1500 osób. Z pewnością ostatnią rzeczą, o której chcesz myśleć wylegując się w jacuzzi albo delektując się śniadaniowymi delicjami jest los dawnych pracowników i ich rodzin. Ostatni kilogram cukru wyprodukowała tu załoga licząca 250 osób. W czasie kampanii buraczanej zajęcie znajdowało tu dodatkowo 300 pracowników tymczasowych. Pan Andrzej był ostatnim, który został zwolniony.

Wciąż odczuwalny jest pierwotny charakter obiektu

Jego ostatni dzień pracy wypadł jesienią 2015 roku. Dekadę, jaka upłynęła od wygaszenia produkcji cukru, spędził głownie na doglądaniu upadającego zakładu. Z pewnością widział przez ten czas równie wiele nowych pomysłów na wykorzystanie sprzętu i budynków, jak i wyjeżdzających za pracą sąsiadów i znajomych. Pojawienie się Grupy Arche z wizją przebudowy dawnej fabryki na hotel mogła być dla niego zaskakująca.

Czytaj także: Adaptacja zdrowego rozsądku. To praca, w której każde odsłonięcie podłogi potrafi zmienić pierwotne założenia

Nie zdziwiłbym się, gdyby traktował tę propozycję z niedowierzaniem. Nie oszukujmy się - choć Żnin reklamuje się sloganem “EPICentrum Polski” - nie jest to najbardziej atrakcyjna lokalizacja. A jednak - następnego dnia po zwolnieniu z cukrowni stał się pracownikiem Grupy Arche. Pięć lat później - w 2020 roku - po raz pierwszy otwierał drzwi nowego hotelu Cukrownia Arche. Dziś jest zaś jednym z 230 pracowników całego kompleksu.

Hotel Cukrownia Żnin - Grupa Arche

i

Autor: Artur Celiński/ Archiwum prywatne Hotel Cukrownia Żnin - Grupa Arche

“Pomimo zaadaptowania fabryki cukru na potrzeby hotelowo-konferencyjne w Cukrowni Żnin odczuwalny jest pierwotny charakter obiektu” - czytam w prezentacji tej realizacji opublikowanej w lutowym wydaniu “Architektury-murator” z 2022 roku. To odczucie jest wciąż aktualne. Wjeżdzając przez zakładową bramę w pewien grudniowy piątek 2025 roku miałem wrażenie, że oto wkraczam na teren fabryki.

Czytaj także: Drugie życie Cukrowni Żnin. Tutaj nową szansę dostała nawet tektura

Nie ma tu ładnie przystrzyżonych trawników ani ustawionych w równym rządku krzewów. Brakuje oświetlonej klimatycznymi latarniami równej drogi prowadzącej gości pod samo wejście. Nocna pora wzmagała poczucie zagubienia. Dopiero po chwili wzrok przyciąga rozświetlony setkami małych żarówek rozległy plac przed wejściem. Cały czas nie mam jednak pewności, że miejsce w którym zostawiam auto jest pełnoprawnym parkingiem, a nie rodzajem jakiegoś klepiska.

Nie ma tu niepotrzebnego gadżeciarstwa

Od razu po przekroczeniu progu hotelu wszelkie wątpliwości ustępują miejsca autentycznemu zachwytowi. Nie ma tu przestrzeni na dywagacje. Efekt pracy zespołu architektów i architektek prowadzonych przez Marka Bulaka i Piotra Grochowskiego jest po prostu fantastyczny. Widać tu zarówno oryginalną tożsamość, jak i troskę o kreatywne i twórcze wykorzystanie tego, co projektanci zastali na miejscu. Za plecami osób z recepcji widzimy instalację stworzoną z odzyskanych rur stalowych (pan Andrzej żartował, że gdyby cukrownia wykorzystywała rury miedziane, już dawno by ich na zakładzie nie było). W holu pełno elementów starej konstrukcji budynku. A gdy spojrzymy w górę zobaczymy też stare maszyny, które sprawiają wrażenie, że nikt ich nigdy nie ruszał. Na ścianach znajdziemy pełno starych, spękanych cegieł. W drodze do pokoju mijam zaś szereg oryginalnych artefaktów z przeszłości. Z jednej strony pełnią rolę muzealnych eksponatów, a z drugiej są po prostu naturalnym wystrojem wnętrza. Nie ma tu niepotrzebnego gadżeciarstwa czy przypadkowej zbieraniny. Ta historia jest pragmatyczna, namacalna, realnie odczuwalna i funkcjonalna. Tak jak oryginalne worki po cukrze, które świetnie odnalazły się w sali balowej w potrójnej roli - są jednocześnie świadkiem historii, elementem wystroju wnętrza i sposobem zapanowania nad właściwą akustyką.

Hotel Cukrownia Żnin - Grupa Arche

i

Autor: Artur Celiński/ Archiwum prywatne Hotel Cukrownia Żnin - Grupa Arche

Poranne śniadanie tylko podbija bardzo dobrze pierwsze wrażenia. Jem je w dawnej kotłowni, która w istocie niewiele się różni od tego, co widziałem na archiwalnych zdjęciach. Owszem - dziś wypełniają ją stoły i rośliny, jedna ze ścian jest pokryta efektowną grafiką, a metalowe wsporniki uzupełnione są betonowymi kolumnami. Wciąż jednak czuję, że to po prostu dawna kotłownia. Architekci wnętrz - Katarzyna Grochowska i Przemysław Nowak z biura Mili Młodzi Ludzie - zrobili naprawdę wiele, by swoimi interwencjami po prostu wzmacniać zastaną tożsamość. Dziś jest to znacznie bardziej oczywiste, ale sądzę, że siedem-osiem lat temu pozostawienie skruszonych i brudnych cegieł czy lekko odświeżonych (ale nie pieczołowicie odnowionych) wsporników wcale nie było łatwą decyzją.

Tyle pozytywnych opinii, ile słów rozczarowania?

Część decyzji projektowych wynikała z pewnością z chęci oszczędności. Nikt mnie np. nie przekona, że rezygnacja z przywrócenie dawnej świetności fabrycznym oknom wynikała ze świadomej decyzji estetycznej. Dlatego właśnie te stare, duże, wypełnione charakterystyczną kratownica okna pozbawione są szyb. Dziś stanowią tylko ozdobę przykrywającą okna właściwe - proste, tanie i zupełnie współczesne. Z pewnością przekonanie jakiegokolwiek konserwatora zabytków do takiego rozwiązania w tego typu obiektach graniczyłoby z cudem. Cukrownia jednak zabytkiem nie była. Może dlatego tak dużo tu współczesnych okien i relatywnie tanich materiałów.

Hotel Cukrownia Żnin - Grupa Arche

i

Autor: Artur Celiński/ Archiwum prywatne Hotel Cukrownia Żnin - Grupa Arche

O ile jednak hotelowe wnętrza wydają się być projektowane z wielką troską, szacunkiem i umiarem, to wyjście na zewnątrz przynosi bardziej nieokrzesane wrażenia. Jestem przekonany, że gdybym zabrał na spacer po terenie cukrowni większą grupę osób, zebrałbym taką samą liczbę pozytywnych opinii, jak i słów rozczarowania. Warto pamiętać przy tym, że mówimy o grudniowym, szarym poranku. Jednak nie wszystkim może przypaść do gustu taka estetyka. A może nawet estetyki. Bo mówimy tu o trzech różnych stanach zachowania.

Obecny stan tego terenu jest zupełnie tymczasowy

Główne budynki hotelowe prezentują się najlepiej. Widać w nich dobrą relację pomiędzy nowymi i starymi częściami. Dawny budynek magazynowy A3, w którym obecnie są 132 pokoje hotelowe i restauracja to zupełnie inna architektura. Jak dla mnie zbyt odległa od charakteru tego miejsca. Trzeci stan zachowania to rudery. Niszczejących, niezagospodarowanych albo nie poddanych jeszcze renowacji budynków na terenie cukrowni nie brakuje. Z pewnością czekają na kolejny etapy inwestycji, ale dziś albo intrygują, albo odpychają.

Czytaj także: Kontrowersje w Konstancinie-Jeziornie. Grupa Arche ma wybudować osiedle dla nawet 10 tys. mieszkańców

Trzeba też jednak zauważyć, że obecny stan tego terenu jest zupełnie tymczasowy. Zgodnie z makietą umieszczoną w hotelu oraz planami zarysowanymi przez pana Andrzeja, obszar cukrowni będzie podległ dalszym metamorfozom. Najpierw pojawi się tu infrastruktura sportowa. Następnie osiedle domków jednorodzinnych. Część z nich - jeśli nie wszystkie - z pewnością będzie przeznaczona na wynajem. Może okazać się więc, za kolejne pięć lat Cukrownia Żnin stanie się podoba Folwarkowi Łochów. Tamtejszy teren - malowniczo położony nad rzeką Liwiec - najpierw zabudowano całkiem sympatycznymi budynkami z gatunku nowoczesnych stodół, a następnie dogęszczono zupełnie nijakimi domkami. Na szczęście wciąż jest tam dużo wolnego terenu, po którym z przyjemnością będą spacerowali miłośnicy natury. Trzymam kciuki, aby w przypadku cukrowni nowe zabudowania miały jednak bardziej przemyślany charakter. Takim właśnie, jak ten, który przyciąga do Cukrowni gości szukających czegoś innego, autentycznego i komfortowego jednocześnie.

Hotel Cukrownia Żnin - Grupa Arche

i

Autor: Artur Celiński/ Archiwum prywatne Hotel Cukrownia Żnin - Grupa Arche

Zielona, niebieska i czerwona taśma

Jestem pod wielkim wrażeniem, że w cieniu tych wszystkich dyskusji o wyzwaniach klimatycznych i potrzebie nowej estetyki architektom pracującym na zlecenie Arche udało się stworzyć pionierski projekt reuse i z sukcesem zaproponować swoim klientom jego efekty. Przecież dla osób przyzwyczajonych do restauracji polegającej na przywróceniu stanu nowości, a więc wymazanie śladów użytkowania, zużycia, zmęczenia, brudu i ubytków estetyka Cukrowni Żnin może być zaskakująca. Nie spotkamy tu wypieszczonej, wyglansowanej i pieczołowicie wydobytej dawnej świetności. Żnin bywa toporny, brzydki, pokruszony i uzupełniony tanimi zamiennikami. A jednak się podoba.

Piotr Grochowski w opublikowanym w grudniowym numerze “Architektury-murator” z 2025 roku tekście znacząco zatytułowanym “Adaptacja zdrowego rozsądku” opowiedział o licznych wyzwaniach związanych z taką metodą dawania drugiego życia starym obiektom. Przyznaje, że nawet ekipy budowlane miały problem z przyjęciem ich definicji tego, co warte zachowania: Gleba, drzewa, cegły, stal – wszystko traktuje się jak przeszkodę, którą najlepiej po prostu usunąć, żeby „ruszyć z robotą”. Każdy chce niemal od razu zobaczyć efekt – najlepiej nowy i równy.

Dlatego podczas prac nad Cukrownią Żnin architekci wyszli ze swojej roli i starali się być obecni na placu budowy przez cały czas: “każdą adaptację zazwyczaj zaczynamy od przejścia całego obiektu krok po kroku. Wszystkie elementy – belka, słup, drzwi, fragment torowiska, żeliwny wspornik – dostają swoją ocenę i oznaczenie. Przy realizacji Cukrowni Żnin, robiliśmy to za pomocą kolorowych taśm. Zielona oznaczała, że element zostaje, niebieska – że wymaga naprawy, a czerwona – że można go usunąć. Na ścianach rozwieszaliśmy legendy, żeby wszyscy – od kierownika po ekipę rozbiórkową – wiedzieli, co to znaczy. Po kilku dniach wnętrze przypominało kolorową mapę decyzji – wskazówek. Były one naprawdę bardzo potrzebne. Zrozumienie, co naprawdę warto zachować, wcale nie jest oczywiste - tłumaczy główny architekt Grupy Arche.

I to jest w tej realizacji kluczowe. To jest właśnie jej największa zaleta. Pokazuje, że pewne rzeczy po prostu warto zachować. Że jest istotna wartość z umiejętnym połączeniu tego co nowe, z tym co stare. A to co stare niekoniecznie musi być unikalne, skomplikowane czy bogato zdobione by być warte zachowania. I dziś - gdy cena najtańszego pokoju w Cukrowni Żnin zaczyna się od 400 zł za noc - widać, że ten eksperyment się udał.

________________________________________________________

Autor tekstu uzyskał 50% zniżki na pobyt w Hotelu Cukrownia Żnin

Architektura Murator Google News
Podcast Architektoniczny
Piotr Grochowski. Architekt, który bywa przedsiębiorcą