Spis treści
Pisał tak jak projektował: jasno i bez patosu
Jak go zapamiętamy? Trudno w tym momencie pisać o kimś, kto nie lubił patosu i wykazywał się skromnością. Tymczasem odszedł jeden z najznakomitszych architektów w Polsce. Nie lubił głośnych rozmów, za to wyraźnie i rzetelnie pisał o architekturze. Z dużą delikatnością i uważnością odnosił się zarówno do odbiorcy architektury, jak i Czytelnika. O budynkach oraz ich autorach pisał zarazem konkretnie, jak i z wrażliwością. Tak jak wówczas, kiedy opiniował modernizację Biblioteki Narodowej w Warszawie (proj. Konior Studio): Jestem rówieśnikiem Koniora i podobnie jak on nie lubię bezrefleksyjnego stawiania funkcjonalizmu na piedestał. Od końca buntowniczych lat 80., gdy zaczynaliśmy uczyć się zawodu, mam wbite do głowy, że teoria nie może rozjeżdżać się z życiem. Percepcja przestrzeni realnego użytkownika architektury jest ważniejsza od abstrakcyjnych doznań („A-m" 05/2022). Albo bibliotekę w warszawskiej Choszczówce (proj. Ambient): Nie mogę się doczekać, kiedy architektura ekologiczna w Polsce zerwie z obowiązującą neomodernistyczną bańką, w której wszyscy tkwimy od lat. I sięgnie do bogatego dziedzictwa tradycyjnej architektury drewnianej, obecnego również na Mazowszu. Czy stosowane przez stulecia i związane z naturą mądre rozwiązania, takie jak stanowiąca bufor cieplny dla budynku weranda, zatrzymujące słońce okiennice czy okap chroniący drewnianą elewację przed korozją biologiczną już definitywnie odsunęliśmy w przeszłość? Może właśnie prosty powrót do tych korzeni otworzy przed ekologiczną architekturą nowe możliwości? („A-m" 10/2024).
Czytaj też: Efektowna kameralność – o Centrum Praskim Koneser Krzysztof Mycielski
Świat zapamięta go jako znakomitego architekta, wykładowcę akademickiego, współzałożyciela Grupy 5 Architekci. Autora i współautora wielu nagradzanych realizacji, m.in. modernizacji Dworca Głównego we Wrocławiu, Wydziału Radia i Telewizji UŚ w Katowicach (wraz z pracownią BAAS z Barcelony), warszawskich biurowców – Lakeside, siedziby Millenium Banku, czy szkoły podstawowej w Podkowie Leśnej.
Przed nim było jeszcze wiele innych realizacji. Jednak zostawił nas w połowie naszych rozmów, w połowie naszych wspólnych planów i niedokończonych razem tworzonych projektów – piszą na stronie pracowni wspólnicy: Roman Dziedziejko, Rafał Grzelewski, Michał Leszczyński, Rafał Zelent.
Powtarzał nam, że pracujemy dla ludzi. Nie dla design ‘u czy estetyki przestrzeni, ale z przyjaźnią dla środowiska. Jego zdaniem budynek mieszkalny miał przynosić ukojenie po pracowitym dniu. Stawać się otwarty na atuty sąsiedztwa. Krzysztof był naszym sumieniem projektowym. Jako nauczyciel akademicki uczył myślenia, pytał, dlaczego coś jest tak zaprojektowane, szukał źródeł podejmowanych decyzji. Był wierny sobie, twierdził, że należy być sobą, a nie silić się na bycie postacią, którą się nie jest. Był naszym barometrem, punktem odniesienia. Określał granice, do których możemy się posuwać
- wspominają Roman Dziedziejko, Michał Leszczyński, Rafał Zelent, Rafał Grzelewski.
Czytaj też: Ambitny eksperyment – o warszawskim Zieleniaku Krzysztof Mycielski
Lata z architekturą
Krzysztof ukończył Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej. Po studiach zdobywał doświadczenie w pracowniach Atelier 2 i Szymborski & Zielonka Architekci, aby w 1998 roku współzałożyć pracownię Grupa 5 Architekci. Tam wraz z Romanem Dziedziejko, Michałem Leszczyńskim, Rafałem Zelentem oraz Rafałem Grzelewskim (oraz zmarłym w 213 roku Mikołajem Kadłubowskim) doskonale uzupełniali się talentami biznesowymi i projektowymi.
Był nie tylko praktykiem, ale także krytykiem architektury. W latach 1989–1992 prowadził studencki miesięcznik „Arcytektura”, potem na krótko związał się z „Gazetą Wyborczą”. Od 1994 roku, od samego początku powstania pisma, stale pisał dla „Architektury-murator”. W latach 2009–2018 prowadził zajęcia na Wydziale Architektury i Budownictwa Politechniki Lubelskiej, a od 2017 roku był zatrudniony na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej.
Przygotował i zredagował dwie książki, zaznaczając swoje etyczne, zrównoważone podejście do projektowania. W ostatnich latach, jak przypominają jego koledzy z pracowni, zbudował rodzinny dom w swojej wymarzonej Glinie, wśród nadbużańskiej natury. Tam też zmarł, zostawiając w głębokim smutku rodzinę, żonę Małgosię, córkę Martę, rzesze studentów oraz całe środowisko architektoniczne. Miał 58 lat.
Czytaj też: Modernizacja Biblioteki Narodowej
Ewa P. Porębska: wewnętrzne światło
Poznałam Krzysia ponad 30 lat temu, gdy był jeszcze studentem. Doskonale pamiętam Jego pierwsze teksty do nowo powstałej „Architektury-murator" i „Życia Warszawy". Jego pierwsze projekty architektoniczne, Jego niezwykle bezinteresowne zaangażowanie w życie środowiska architektonicznego i potrzebę wspierania ponadczasowych wartości. Jego otwartość, ciepło i życzliwość dla świata, architektury, a przede wszystkim do ludzi.
Pewnego dnia, dawno, dawno temu, spotkałam go na spacerze z Małgosią, wówczas redaktorką „Architektury-murator", wkrótce Żoną. Tak pięknie rozświetleni, ciepłym wewnętrznym światłem. Takim Go zawsze potem widziałam, tak Go pamiętam.
Czytaj też: Architektoniczny eksperyment – o budynku Sprzeczna 4 Krzysztof Mycielski
Grzegorz Stiasny: kiedy myślę „Krzysztof Mycielski”
Poznaliśmy się na studiach architektonicznych w Warszawie w drugiej połowie lat 80. XX wieku. Krzysiek, w odróżnieniu ode mnie, był bardzo dobrze zorientowany w ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej. Oznaczało to dla niego obowiązek podjęcia jawnych działań zmierzających do wprowadzenia demokratyzacji i wolności w kraju. To on pokazał nam, grupce jego studenckich znajomych, jak zmierzać ku niej na swój własny, indywidualistyczny sposób. Zaproponował nam wydawanie niezależnego od nikogo innego studenckiego magazynu – „samizdatu" – „Arcytektury”. Tytuł podchwycił od neologizmu z tekstu piosenki Joanasza Kofty, ironizującego z jakości ówczesnego budownictwa. Grupa przyjaciół przerodziła się w samozwańczych redaktorów, grafików i wydawców. Studiowaliśmy architekturę i interesowaliśmy się architekturą. Siłą rzeczy nasze „podziemne” wydawnictwo zamiast walczyć z systemem politycznym opowiadało o naszych fascynacjach architektonicznych. Opinie ówczesnych opozycjonistów, zastąpiły rozmowy ze znanymi nam twórcami architektury, a szczytowym osiągnięciem był wywiad jakiego udzielił nam Frank Gehry - gwiazda światowej architektury z Kalifornii. Był to czas, kiedy byliśmy jedynym pismem o architekturze w Polsce. Związany z SARP miesięcznik „Architektura” podupadł i nie ukazywał się. Na kanwie tej chwilowej popularności w 1990 roku świeżo powstała „Gazeta Wyborcza" zaprosiła Krzyśka i mnie do współpracy. Powstało kilka tekstów, ale byliśmy młodymi architektami i nie pasowaliśmy do tamtejszego środowiska. W 1994 roku Ewa P. Porębska zaprosiła nas do pisania dla niej do reaktywowanej przez wydawnictwo Murator „Architektury”. Robiliśmy to przez kolejne 30 lat. Zawodowo, jako architekci, obraliśmy ścieżkę indywidualnych karier i budowania własnych pracowni projektowych, współprowadzonych ze wspólnikami przez te trzy dekady. Jaki był Myciel z tej perspektywy? Wydawało się, że zawsze miał do świata i do siebie optymistyczny dystans, rozwagę i rzadki w naszym zawodzie brak bufonady. Powiedziałbym, że był późnym wnukiem kanonicznego przedstawiciela nieistniejącej już warstwy społecznej, zwanej niegdyś Inteligencją.