Spis treści
Socmodernistyczny rodzynek wśród kamieniczek
W pierwszej połowie lat 60. na placu Zamkowym w Warszawie stanął budynek inny niż wszystkie dookoła. Nie był odbudowaną kamienicą - nie próbował jej nawet udawać. Horyzontalny, o płaskim dachu, blok złożony z dwóch prostopadłościanów o cofniętej podstawie stanął zaraz obok murów Zamku Królewskiego. Socmodernistyczny pawilon.
Zobacz także: Ładne, bo czyste. Czyli dlaczego tak łatwo polubiliśmy nową Cepelię, a starą byliśmy gotowi burzyć
Bezpośrednie sąsiedztwo kamienicy Kościelskich dało mu tymczasową nazwę – kamienica Kościelskich bis. Dziś bardziej znany jest jako dawny bar Pod Zamkiem. Ze starówką łączyło go sgraffito, którym zdobiono odbudowane budynki. Syreny w otoczeniu fal pokrywające całą frontową elewację oraz detale na mniejszym skrzydle wykonał plastyk i architekt Czesław Wielhorski, z którym często współpracował bardzo ważny dla tej historii architekt prof. Jan Bogusławski.
W latach 50. w konkursie na plac Zamkowy oraz stare i nowe miasto w Warszawie do realizacji wybrano propozycję właśnie Bogusławskiego (autora projektu) i Wielhorskiego (autora projektu kolorystycznego oraz polichromii) – we współpracy z M. Sienickim, W. Marczyńskim i J. Baumillerem. Jan Bogusławski będzie w latach 70. kierować odbudową Zamku Królewskiego jako jego główny projektant, a pawilon na placu Zamkowym będzie w tym procesie ważnym miejscem.
i
Jan Bogusławski zaprojektował również budynek baru, nazywany formalnie blokiem biurowym – wraz z innym zaufanym współpracownikiem, Bohdanem Gniewiewskim. Wspólnie stworzyli w Warszawie kilka kultowych pawilonów (o innych budynkach nie wspominając) – wśród nich Pawilon Chemii (wyburzony), Zodiak czy Gruba Kaśka. I słynny bar Praha.
Zobacz także: Obsługiwało go 200 pracowników. Bar Praha był pierwszym nowoczesnym lokalem powojennej Warszawy
Tu wpływały wpłaty na budowę Zamku Królewskiego
Budynek ukończono latem 1970 roku i przekazano Towarzystwu Przyjaciół Warszawy. 27 stycznia 1971 roku oficjalnie otwarto tu biuro Społecznego Komitetu Odbudowy Zamku Królewskiego (Bogusławski został jego członkiem), a po wystosowanym przez Komitet podniosłym apelu do obywateli, na konto zarejestrowane pod tym adresem zaczęły wpływać wpłaty na odbudowę.
W ciągu trzech dni działalności biura napłynęły zawiadomienia o wpłatach gotówkowych w wysokości 570 000 zł i zobowiązania prac społecznych wartości 1 min 660 000 zł, złożono również wiele przedmiotów wartościowych, które zostały zdeponowane w banku
— donosiła Stolica. Dwa miesiące później kwota urosła do prawie 30 milionów złotych. Pod numerem 10 działały też redakcje varsavianów PWN, Komitet Badań Starej Warszawy oraz jednostki Towarzystwa Przyjaciół Warszawy. Adres szybko stał się ważnym ośrodkiem badania i popularyzowania historii Warszawy i dzieła odbudowy Zamku Królewskiego. Komitetem Odbudowy kierowały ówczesne potęgi konserwacji: oprócz prof. Bogusławskiego, karty rozdawali profesorowie Lorentz (wiceprzewodniczący) i Zachwatowicz. Formalnie najwyższy stołek przydzielono oczywiście szefowi warszawskiego PZPR-u, Józefowi Kępie.
Tadeusz Kur, dziennikarz Stolicy i postać kontrowersyjna, wspominając Bogusławskiego w 1982 roku, pisał w tygodniku: "Dodać wreszcie muszę, że kiedy Edward Ochab polecił wybudować dla siebie i dla swojej rodziny rezydencjonalną siedzibę w kamienicy Kościelskich - bis naprzeciwko ruin Zamku, co oznaczałoby wówczas natychmiastowe zajęcie sąsiednich kamienic dla jego ochrony osobistej, a tym samym definitywne przekreślenie odbudowy Zamku ze względów na bezpieczeństwo prominenta, Jan Bogusławski dał mi znać o tym nowym niebezpieczeństwie dla Zamku. Wielka to zasługa profesora Stanisława Lorentza, że wówczas dygnitarz zabytkowej kamienicy Kościelskich na super willę z terenami wokół dla ochrony i służby nie dostał".
Willa Ochaba zwana Ochabówką projektowana przez Zygmunta Stępińskiego stanęła ostatecznie na ul. Rajców 10 w o wiele przyjaźniejszej lokalizacji. W 2026 roku po rekordowej sprzedaży za ponad 18,5 mln złotych została najdrożej sprzedaną modernistyczną willą w Polsce i nową siedzibą Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.
Jeżeli wydarzenia wspomniane przez Kura rzeczywiście miały miejsce, mało brakowało, a budynek baru Pod Zamkiem nie powstałby w obecnej formie. Czy jednak byłby to scenariusz lepszy? Wnosząc po dalszych losach Ochabówki (i samego Edwarda Ochaba) - niekoniecznie.
Niewygodne przypomnienie
"Z następną uwagą godzi się — ze znanych nam opinii — większość mieszkańców naszego miasta" — zagajała redakcja Stolicy fragment jednego z wielu listów, które w 1973 roku trafiły do jej skrzynki:
Rażącym lekceważeniem dla zabytkowej rozbudowy Starówki jest nowoczesny (?) dom postawiony pomiędzy dwoma zabytkowymi domami (!) na południowej ścianie Starówki tuż koło budującego się Zamku [autorowi chodzi o kamienicę Kościelskich — bis]
— cytowano pana Włodzimierza, który po 15 latach przyjechał do Warszawy z Waszyngtonu i mimo zachwytu odbudowaną stolicą, miał kilka uwag. Swoich zagorzałych krytyków budynek ma do dziś.
Choć nie zachowały się zdjęcia z wnętrz baru Pod Zamkiem, który ulokowano na parterze bloku biurowego, Bogusławski z Gniewiewskim nie mieli w zwyczaju projektować wnętrz przeciętnych. Nawet przy niskich budżetach tworzyli przestrzenie dopracowane w każdym detalu, nowoczesne, we współpracy ze sprawdzonymi artystami plastykami, chwalone w środowisku. Z dość dużym prawdopodobieństwem można założyć, że bar przy placu Zamkowym 10 miał ciekawsze wnętrze niż obecnie, jako sieciówka.
Tak jak wtedy wielu uważało, że w takim miejscu, przy Zamku Królewskim, nie przystoi prowadzić baru mlecznego (praktyka w PRL-u dość popularna), tak i dziś nie brakuje opinii, że nie jest to właściwe miejsce dla popularnej pizzerii. Tym bardziej w budynku o PRL-owskiej aparycji.
Blokowatość budynku biurowego od początku nie spotykała się ze zrozumieniem i trudno się dziwić - Stare Miasto odbudowano przecież w innej formie, a i nowe budynki, np. bloki Mariensztatu, dopasowano stylistycznie. W latach 50., gdy architektów obowiązywała doktryna socrealistyczna, tradycyjne rozwiązania były jednak bardziej oczywiste.
Początek lat 60. wciąż był wśród projektantów czasem zachłyśnięcia się nowoczesnością po latach ideologicznego przestoju. Choć sam budynek baru nie ma najciekawszej bryły i w starówkowym kontekście sprawia raczej wrażenie tymczasowego, jego odbiór zmiękcza bajkowe, gęste syrenie sgraffito Wielhorskiego. I przypomina odbiorcy, nawet jeżeli trochę zbyt wprost, że choć nie widać tego na pierwszy rzut oka, jest w miejscu podniesionym z gruzów przez współczesnych architektów.
Spełnia też wciąż swoją pierwotną funkcję: gwarantuje turystom tańsze opcje jedzeniowe i publiczną toaletę. Wciąż rezyduje tu Towarzystwo Przyjaciół Warszawy, dołączyła też fundacja Stocznia.
A kilkadziesiąt lat po kontrowersyjnej budowie historia zatoczyła koło - przy placu Zamkowym stanął kolejny nowy biurowiec.
Zobacz także: 10 lat temu podzielił warszawiaków jak mało kto. Biurowiec Plac Zamkowy – Business with Heritage
Źródła: Stolica (1971/9, 1973/10, 1982/14), Architektura, Muzeum Historii Polski