Spis treści
Na fali nowoczesności płynie szumperak
W 1958 roku pawilon Czechosłowacji wrócił ze złotem z EXPO58 w Brukseli. Dopiero co architekci mogli odetchnąć po odrzuceniu ideologicznej bezy, socrealizmu. Po sukcesie w Brukseli ten oddech był najgłębszy od lat (do tego stopnia, że niedługo później zaniepokoiła się Moskwa). W całej Czechosłowacji furorę zrobił nowy, modny styl brukselski. Dynamiczny, kolorowy, nowoczesny. Opanował wszystkie dziedziny życia, w których było co projektować, od butów, przez meble po budynki. Nieco wypłaszczony przez upływający czas, rozlewał się po całym kraju przez kolejne lata.
Wtedy też, prawdopodobnie w 1966 roku, powstał projekt Domu typu V znany dziś przede wszystkim jako Šumperák. Pierwszą nazwę zawdzięcza zapewne swojemu twórcy - był nim architekt-samouk, Josef Vaněk. Drugą zaś - miastu Šumperk w dzisiejszych Czechach, w którym był produkowany. Jakieś 130 kilometrów za Ostrawą.
Niektóre źródła podają, że do upadku komunizmu wybudowano ich 5 tysięcy, inne, że 20 tysięcy. Niewykluczone, że obie wersje są prawdziwe. 5 tysięcy powstało prawdopodobnie oficjalnie - na podstawie zakupionego projektu. Pozostałe - w drugim, nieoficjalnym obiegu. Pod względem obrotności i umiejętności zrobienia czegoś z niczego Czechosłowacy nie różnili się za bardzo od Polaków. Podczas kiedy w Polsce Ludowej samodzielnie stawiano tysiące domów ze Stolbudu i nie tylko, Czechosłowację opanował szał na szumperaki.
Złowrogie oczy garażu, ściany typu ser
Šumperak był skazany na sukces. Powiew nowoczesności przyniósł większe odczekiwania od skromnego dotąd życia. W mniejszych miejscowościach i na wsiach dominowały nie bloki, a domy. Odpowiedzią na pytanie o to, jak mieszkać nowocześnie, a jednocześnie nie pójść z torbami, był właśnie projekt Vanka. Domowi typu V daleko było do polskiej grubo ciosanej kostki. Tu, wizualnie, dużo się działo. Z cofniętego parteru spoglądały groźnie wściekłe drzwi garażowe. Na nim i na stalowych okrągłych podporach osadził Vaněk dynamicznie ścięte pod skosem piętro - od frontu, po bokach balkonu ze ściankami typu ser, przeszklone. Przesłonięte tylko balustradą z geometryczną metaloplastyką. Z boku - luksfery. Styl brukselski to przecież hołd dla czechosłowackiego szkła.
Zobacz także: Czeskie wybory architektoniczne. Rozmyta siła nagród wciąż wydobywa "lokalne perły"
Dom był większy niż polski normatyw (ostatecznie 110 m²) przewidywał. Na parterze ulokowano wszystkie pomieszczenia gospodarcze. Garaż, spiżarnię na owoce i na bramboraki. Czyli na ziemniaki. Kotłownia, suszarnia, pralnia. Taras. Całe życie rodzinne koncentrowało się na piętrze. Dla starzejących się właścicieli domów - koszmar. Pokój dzienny połączony z jadalnią wielkim prześwitem z półeczkami na bibeloty. Kuchnia w aneksie, spiżarnia, toaleta i WC. Sypialnia dla dzieci i sypialnia dla rodziców. Plus minus 130 metrów kwadratowych, zwłaszcza jeżeli się "adaptuje" po swojemu. Inwencja inwestorów szybko przejmuje stery. Widać to głównie z zewnątrz. Jedni wykańczali fragmenty domów kamieniem, inni malowali na żywe kolory. Realizowali z projektu co chcieli, dodawali i odejmowali.
Pierwszy šumperak powstał w 1966 roku w Rapotínie - wsi w šumperskiej gminie. Budowę nadzorował sam Vaněk. Jako murarz z wykształcenia, pomagał też w budowie.
Biznesowy zmysł Vanka
Może sukces Vanka był wypadkową pracy w odpowiednim czasie i miejscu. A może po prostu świetnie obserwował, co dzieje się dookoła. Na murarza kształcił się w szkole zawodowej założonej przez Batę w Zlinie. Kształcenie przyszłych ekspertów i rzemieślników było oczkiem w głowie fabrykanta-wizjonera. Vanek musiał więc odebrać dobrą szkołę. Architektury uczył się sam, ale to nic - i Le Corbusier był samoukiem. Od lat 60. Vanek mocno interesował się budownictwem jednorodzinnym, które w czasach komunistycznych, podobnie jak w Polsce, znajdowało się w szarawej strefie.
Zobacz także: Windo-biuro Baty w jego najwyższym budynku Europy było niczym wertykalne Oko Wielkiego Brata
Etatowi architekci pracowali w państwowych biurach projektowych i nie zajmowali się projektowaniem domów, a bloków, szkół, fabryk. Domy mogliby projektować architekci z pracowniami autorskimi, tych jednak nie można było wówczas prowadzić.
Fenomen šumperaka, wbrew temu, co chciałoby się myśleć, polegał nie na jego wyglądzie (choć on też był ważny), a na cenie budowy domu i przede wszystkim szczegółowym, 30-stronicowym projekcie zawierającym dokładny opis, jak go samemu postawić. Ta wiedza była dla Czechosłowaków kluczowa, bo na budowę nie było kogo zatrudniać. Co więcej, według autora trzy osoby mogły postawić cały dom w zaledwie dwa miesiące.
To, że projekt Vanka był odpowiedzią na potężny głód domów, potwierdziło ostatecznie zainteresowanie prasy i telewizji, które regularnie podnosiły temat. Za zainteresowaniem mediów poszło zainteresowanie ludzi - do skrzynki pocztowej Josefa Vanka codziennie wpadało przynajmniej kilka listów z prośbą o udostępnienie projektu. W odpowiedzi na to zainteresowanie powstały kolejne wersje projektu, np. w lustrzanym odbiciu, a sam architekt opracował i wydrukował ulotkę reklamową z podstawowym opisem i numerem kontaktowym, by ułatwić kolejnym inwestorom zakup.
Zobacz także: Osamu Okamura: Po co Czechom architekt w każdym mieście? Opinia miejskiego architekta nie zawsze jest brana pod uwagę
Projekt sprzedawany w tysiącach sztuk nie mógł przejść niezauważenie w kraju socjalistycznym, szczególnie, że czechosłowackie wsie w regionie zaczęły się wyraźnie przeobrażać. Dla Vanka oznaczało to nieprzyjemności i oskarżenia o prowadzenie nielegalnej działalności. Ten sam aparat państwowy, który oskarżał go o ciągoty kapitalistyczne, chętnie korzystał ze zdjęć przedstawiających rzędy nowoczesnych, postępowych šumperaków w celach propagandowych.
Ostatecznie, projekt domu włączono do państwowego biura projektowego Kovostav w Ostrawie po tym, jak w 1971 roku pracę dostał tu Vanek. Do Kovostawu przeniósł się z powiatowego biura. Projektował niemal do końca życia.
Pomo-šumperak, kostka-šumperak, pol-šumperak
Może niedaleka odległość od polskiej granicy sprawiła, że jego projekt zaczął się wkrótce pojawiać i w zachodniej części naszego kraju. Co prawda nie tak powszechnie, jednak i tu marka šumperaka była przez lata znana i ceniona. Budowano je albo w zgodzie ze sztuką, albo, korzystając z oddalonego wzroku architekta, w bardzo swobodnej interpretacji. A normatyw? Wystarczyło obniżyć parter, by nie wliczał się do metrażu domu - i nagle wszystko świetnie mieściło się w sztywne ramy limitu.
Mijały lata, a šumperaki we wszystkich krajach ewoluowały. Znikały okrągłe okna i dziury jak w serze szwajcarskim. Upadek komunizmu przyniósł zabudowy cofniętego parteru, rozbudowy, wymiany stolarki na plastikową, rozbudowy, nadbudowy. Postmodernistyczne rozprzężenie dodało niektórym domom pikanterii w postaci kolorów, skosów, przeszkleń.
Przyszła też oczywiście krytyka. Modny niegdyś dom, w latach 90. był już symbolem komunizmu. Stał się zaprzeczeniem nowoczesności, niszczycielem ruralistycznych krajobrazów czeskiej i słowackiej wsi. Podobnie jak w Polsce, w przypadku kostki polskiej, ruszyły rozbiórki i drastyczne przebudowy niezostawiające z dawnego projektu nic.
W okolicach Šumperka wciąż znajdziemy ich dziś całkiem sporo, stojących w skupiskach po 3, 5 - z zachowanym kształtem, świadczące do dziś o tym, jak szybko i powszechnie rozprzestrzeniała się ta moda, od sąsiada do sąsiada.
Zobacz także: Czeski dom bez tajemnic. Stanął w Polance nad Odrou i zastąpił ceglaną chatkę prababci