Jej losy wiodą przez starą willę i słynną rodzinę, ale nikt nie wie, skąd się tu wzięła. Odpowiedzi szukano już 60 lat temu

2026-03-13 13:31

Pochodzenie tajemniczej kolumny zwieńczona orłem przy Bukowińskiej w Warszawie od pokoleń rozgrzewało wyobraźnię okolicznych mieszkańców. W latach 60. rozpoczęto nawet poszukiwania wskazówek na łamach "Stolicy". Na przełom czekano 20 lat i choć w tej historii wiele się nie zgadza, prowadzi nas przez zabytkową willę Pawiówkę i dzieje słynnych ogrodników Bursiaków - zapomnianych dziś potentatów różanych.

Warszawski Jamnik

Na początku lat 60. do redakcji Stolicy przyszedł list od czytelnika z pytaniem: co to za pomnik? Do listu dołączone było zdjęcie przedstawiające wysoką na kilka metrów obdrapaną kolumnę stojącą po środku niczego. W tle bloki. Nawet Konserwator zabytków nie znał odpowiedzi. Redakcja poprosiła więc czytelników o nadsyłanie informacji.

Na wiadomość z rozwiązaniem zagadki czekano ponad 20 lat, a w historii przewijają się znane przedwojenne nazwiska. Do dziś nikt tej wersji nie potwierdził, nie przebiła się też do powszechnej internetowej pamięci. Oto, co o kolumnie Orła z Bukowińskiej ustalono w czasach PRL-u, kiedy pamięć najstarszych Warszawiaków sięgała znacznie dalej niż dziś.

Zobacz także: Opuszczona willa słynnego ogrodnika stoi na warszawskim Rakowcu. Tę historię upamiętnia sąsiednia ulica

Legendy o żołnierzach napoleońskich, powstańcach i drogowskazach

W liście czytelnik opisywał historię, którą przekazywano w jego rodzinie z pokolenia na pokolenie: kolumna do 1944 roku zwieńczona żelaznym krzyżem na kamiennym cokole, miała tu stanąć na pamiątkę pochowanych pod nią żołnierzy napoleońskich lub powstańców listopadowych poległych w 1831 roku. Ta historia musiała mocno się zakorzenić w okolicy, bo powielana jest często do dziś.

Orzeł przy Bukowińskiej

i

Autor: Szymon Starnawski / Grupa Murator

Tę hipotezę obalił jednak inny czytelnik parę miesięcy od publikacji listu: ani wojska Napoleona nie walczyły w tych rejonach, ani powstańcy listopadowi nie ponieśli tu strat. Ponadto, władze carskie nie pozwoliłyby na uczczenie Polaków - pomniki, owszem, stawiano, ale Rosjanom, i w innych miejscach.

Ten sam czytelnik podał inną hipotezę, w zasadzie w formie faktu: kolumna miała zostać tu ustawiona jako element orientacyjny przy drodze wiodącej do siedziby królewskiej w Wilanowie. Stawianie ich było częstym zwyczajem; budowano kapliczki, krzyże, ustawiano figury św. Nepomucena. Jakie konkretnie podstawy miał dla swoich twierdzeń czytelnik - tego nie zdradził.

Jeszcze inna teoria głosi, że kolumna oddzielała majątki Branickich i Pusłowskich.

Ląduje orzeł

Na przełomie dekad kolumnę wyremontowano, prawdopodobnie w czynie społecznym. Na jej szczycie mieszkańcy Mokotowa, najpewniej w tym samym czasie, ustawili orła. Orła wcale nie polskiego, a francuskiego - musiała więc zaważyć teoria napoleońska.

Remont nie był szczęśliwy, wkrótce zabytek znów zaczął podupadać, a porządny remont przyszedł dopiero po upadku komunizmu.

Orzeł przy Bukowińskiej

i

Autor: Szymon Starnawski / Grupa Murator

Jak było? Nowy Sad, Bursiakowe ogrody i morowa zaraza

Był 1983 rok, kiedy w Stolicy ukazały się wspomnienia żołnierza i pisarza Teodora Niewiadomskiego. Jako dziecko przyjaźnił się z wnukami słynnego Bursiaka (prawdopodobnie Ludwika), właściciela wielkich hodowli kwiatów na Nowym Sadzie i najmodniejszych kwiaciarni w Warszawie, z najważniejszą z nich w Domu Marconiego na Marszałkowskiej 101 (w tym miejscu znajduje się dziś zejście podziemne przy pawilonie Cepelii). Położona naprzeciwko dworca Wiedeńskiego była stałym elementem warszawskich pożegnań, powitań, spotkań.

Zobacz także: Spóźnił się na Mistera, teraz wystawiono go na sprzedaż. 55 milionów złotych za biurowiec PKO projektu Stępińskiego

Wspomnienia Niewiadomskiego dotyczyły też tajemniczej kolumny przy Bukowińskiej. Jak opisywał, drogą obsadzoną starymi bukami szło się do Bursiakówki, willi, która już po wojnie przechrzczona została na Pawiówkę. Zanim na cześć tego drzewostanu została nazwana Bukowińską, ulicę nazywano lokalnie traktem Sobieskiego - bo tędy miał wracać Sobieski spod Wiednia do Wilanowa. W każdej legendzie jest więc trochę prawdy.

Bursiakowie jako ogrodnicy od pokoleń, rozległe zielone tereny wraz z pałacykiem mieli zakupić po tym, jak w karty przegrał je carski generał - wg Niewiadomskiego to on miał postawić tu w 1850 lub 1856 roku willę zamówioną u architekta Franciszka Marii Lanciego. Pamięć rodowa sięgała więc daleko. Nie było w niej jednak miejsca na Czarnieckich, którym przypisuje się dziś (skonfiskowany później) majątek i budowę rezydencji.

Okolice ul. Bukowińskiej na Mokotowie w 1974 r.

i

Autor: Archiwum fotograficzne Lecha Zielaskowskiego/1974/sygnatura 3/53/0/8/494/ Narodowe Archiwum Cyfrowe Okolice ul. Bukowińskiej na Mokotowie w 1974 r. W głębi po lewej, obok parterowego pawilonu, willa Pawiówka.

Niewiadomski wspominał, że "stary Bursiak" często opowiadał swoim wnukom o dawnych dziejach Warszawy, a on sam często zostawał posłuchać. To właśnie podczas tych wieczorów dowiedział się o hazardowym nałogu generała, kupnie majątku przez Feliksa Bursiaka, ale i o przeszłości tajemniczego obelisku z krzyżem, który stał wtedy nieopodal willi, w ogrodzie.

Jak się okazało był to nagrobny pomnik pod którym kryły się ludzkie szczątki - ofiary morowego powietrza które w końcu ubiegłego stulecia zdziesiątkowało ówczesnych mieszkańców tych okolic. W 1911 roku opowiadający nam te historie stary Bursiak w asyście księży i mieszkańców Nowego Sadu, przenosił je na służewiecki cmentarz

— pisał Niewiadomski. — Nie ostała się do dzisiejszych dni pamiątkowa tablica-epitafium przytwierdzona do murowanego obelisku.

Morowego powietrza, czyli dżumy. Kiedy tablica zniknęła - tego również nie wiadomo. Gdyby przetrwała wojnę, zagadkę byłoby łatwiej rozwikłać. Jeżeli jednak historia podawana przez Franciszka Bursiaka była prawdziwa, orzeł, który wieńczy dziś kolumnę, nie ma najmniejszego sensu.

Orzeł przy Bukowińskiej

i

Autor: Szymon Starnawski / Grupa Murator

Bursiakowie jak pomnik - wiadomo niewiele

Mimo najmodniejszych kwiaciarni, potężnej produkcji, masie nagród - niewiele o rodzinie wiadomo. Powszechnie firmę przypisuje się Feliksowi, a następnie synowi Franciszkowi lub całkiem się go pomija; później rodzina znika wraz z trzecim pokoleniem. Dostępne rejestry sugerują jednak, że było inaczej.

Jeżeli o interesy chodzi, los zdawał się sprzyjać Bursiakom. Głowa rodu i (prawdopodobnie) ojciec Franciszka, Feliks, musiał już dysponować dużym majątkiem, jeżeli stać go było na kupno wielkiego folwarku pod Warszawą (wieś Szopy Polskie). Lata później ogrodniczy biznes wciąż się kręcił, a asortyment stale powiększano. Sypały się nagrody na wystawach, medale, powstawały nowe punkty sprzedaży. Już w 1914 roku Franciszek Bursiak był największym producentem róż w Polsce. Kiedy odziedziczył interes - informacji brak. 

Redaktor czasopisma Kłosy relacjonował wizytę w "uroczym królestwie": samych róż doniczkowych i gruntowych roczna sprzedaż sięga 30 000 egzemplarzy. W chwili obecnej, znajduje się w hodowli około miljona róż, 180 000 bzów, 30 000 złocieni, 20 000 fijołków alpejskich i t.d. Samych tylko róż ciętych dzienny zbiór sięga 50 000 sztuk! Niezależnie od tego, podjęte są już przez p. Fr. Bursiaka starania nad urządzeniem wielkiej hodowli cieplarniowej goździków amerykańskich, do tej pory, stale nadsyłanych z zagranicy.

Franciszek Bursiak zmarł w 1914 roku. Według spisu właścicieli nieruchomości z początku wieku, działkę obok mieszkał Ludwik Bursiak i prawdopodobnie to on formalnie przejął firmę. Trudno jednak na podstawie dostępnych ksiąg parafialnych ocenić, czy był jego bratem, synem, czy dalszym krewnym. Zmarł w 1927 roku. W księgach zapisano, że był synem Andrzeja Bursiaka i Marianny. Z Franciszkiem nie są powiązane żadne rejestry urodzeń.

Po śmierci Ludwika przedsiębiorstwo przeszło w ręce jego syna, Jakuba.

Willa Pawiówka przy ul. Cieszyńskiej 7 w Warszawie

i

Autor: Szymon Starnawski/Grupa Murator Willa Pawiówka przy ul. Cieszyńskiej 7 w Warszawie

Sukcesy rodziny równoważyły tragedie i dramaty. Ogrody regularnie padały ofiarą złodziei. Mniej więcej w tym czasie, kiedy Niewiadomski przyjeżdżał na Nowy Sad (lata 1920-26), syn Ludwika, Jakub, został skazany na trzy lata do więzienia za zabójstwo (ostatecznie wyszedł za kaucją). Z opisu opublikowanego w Warszawiance wynika, że pod domem zaczepiła go grupa podchmielonych, dobrze mu znanych opryszków; uciekł, a kiedy nie odpuścili, wrócił do domu po rewolwer i śmiertelnie ranił prowodyra Ufnalewskiego w brzuch. Sąd nie dał wiary tłumaczeniom, że było to działanie w obronie własnej. Ocenił, że reakcja była niewspółmierna do zagrożenia. W Archiwum Akt Nowych wciąż przechowywane są akta tej sprawy datowane na lata 1924-1927. 

Być może nie jest więc przypadkiem, że właśnie w 1924 roku Feliks Bursiak w wieku zaledwie 32 lat doznał zawału serca i w stanie krytycznym trafił do szpitala. Nie podano, czy przeżył. Prawdopodobnie był to drugi syn Ludwika i brat Jakuba. Trzeci syn, Karol, pojawia się później w książkach adresowych jako właściciel firmowej kwiaciarni przy Marszałkowskiej 101 (zmarł w 1935 roku; pod koniec lat 30. legendarna kwiaciarnia zmieniła właściciela - przeszła w ręce Stefana Grudniewskiego).

Według relacji Niewiadomskiego Ludwik miał jeszcze córkę. W księgach widnieje jedna - Stanisława. Ale to niej mowa. Dokumenty według imion dzieci prowadzą jednak do Janiny. Wyszła za pracownika ogrodu, Aleksandra Smolarka. To z ich dziećmi przyjaźnił się Niewiadomski - z Kazikiem i Haliną. Ludwik Bursiak przekazał zaradnemu zięciowi prowadzenie ogrodów, które świetnie się pod jego kuratelą rozwijały.

Kiedy jednak w latach 30. przyszedł kryzys, zaczęły rosnąć długi przedsiębiorstwa, a Jakub Bursiak sprzedał znaczną część majątku, by je spłacić (sprawa skończyła się w sądzie). W międzyczasie rozpoczęto parcelację terenów - Nowy Sad był już częścią Warszawy, a ta szybko się rozwijała; włodarze miasta planowali tu dzielnicę willową. A potem przyszła II wojna światowa i nic już nie było takie samo.

Willa Pawiówka przy ul. Cieszyńskiej 7 w Warszawie

i

Autor: Szymon Starnawski/Grupa Murator Willa Pawiówka przy ul. Cieszyńskiej 7 w Warszawie

Nieszczęścia wojny

Niewiadomski wspominał, że w tym czasie z Kazikiem Smolarkiem utworzyli na terenie pozostałych ogrodów magazyn broni. Z kolei Aleksander Smolarek na rozległych terenach miał udzielać schronienia Żydom mieszkającym w okolicy, choć tej informacji nie udało się nigdzie potwierdzić. To właśnie w konsekwencji tej pomocy miał w 1942 r. zginąć z rąk okupantów Jakub Bursiak, a następnie, w 1943, na terenie getta, Kazimierz Smolarek. Jego siostry, Zofia i Maria, zginęły podczas walk w 1944 r.

Zobacz także: Po domu latały ptaki, skakał szympans, dzikie koty. Warszawska willa Pod Zwariowaną Gwiazdą, dom dyrektora ZOO

Po wojnie Smolarkowie wciąż mieszkali w rodzinnym dworku. Aleksander wraz z Janiną na pozostałej im działce hodowali pawie, a Bursiakówka z czasem stała się Pawiówką. Podobno gdy przyniosło się jedzenie pawiom, można było dostać pióro w prezencie. Janina zmarła w 1964 roku, Aleksander w 1981. W okolicy wciąż mieszkali ich krewni.

Jeszcze kiedy żyli, budynek był w złym stanie. W połowie lat 60. objęto go ochroną konserwatorską. Pod koniec lat 80. był już ruiną. Dookoła od lat 60. rosły wysokie bloki osiedli Skocznia i Pod Skocznią, a w dawnych ogrodach Bursiaków i ich konkurencji urządzono ogródki działkowe, postawiono skocznię narciarską.

Budynek Pawiówka

i

Autor: Wojciech Kryński, Tomasz Prażmowski

Nowa Pawiówka

Dopiero lata 90. przyniosły wyczekany remont... choć nie do końca. Pawiówkę wykupił inwestor prywatny i za zgodą konserwatora rozebrał stary budynek i odbudował. Prawdopodobnie również on postawił obok dom prywatny nawiązujący stylistyką do toskańskiej willi Lanciego. Realizacja ukończona w 1995 roku dotarła do finału konkursu Architektury-murator Życie w Architekturze. Postmodernistyczną willę zaprojektowali Aleksandra Stępińska i Zbigniew Stępiński (niewykluczone, że to błędnie podpisany Zygmunt Stępiński, syn architekta powojennej Warszawy), za konstrukcję odpowiadała Małgorzata Horodecka. W planach było też przenoszenie zabytkowej kolumny z orłem, jednak te plany inwestora zablokowano.

Ten sam zespół projektował najpewniej odbudowę zabytkowej Pawiówki, oba budynki miały stanowić spójną całość. W 2016 roku, zaledwie po 11 latach od ukończenia budowy, willę inwestora rozebrano pod budowę bloku. Dziś Pawiówkę zamiast ogrodów i drzew gęsto otacza wysokie nowe budownictwo, podobnie tajemniczą kolumnę. Od napoleońskiego orła na jej szczycie pochodzi nazwa sąsiedniego bloku, Rezydencja pod Orłem (proj. Majewski, Wyszyński, Hermanowicz, 1997).

Do dziś nie odnaleziono żadnych dokumentów, które pozwoliłyby potwierdzić którąkolwiek teorię dotyczącą pochodzenia kolumny albo chociaż ustalić rok jej powstania.

Źródła cytatów: Kłosy (5/1914), Stolica (50/1983); geneteka, Nekrologi Warszawskie, Warszawianka
Podcast Architektoniczny
Małgorzata Mader. Intymny wymiar architektury
Architektura Murator Google News