Warszawski modernizm

Dom-manifest. Nowoczesna rezydencja stanęła wśród warszawskich dworków - 100 lat temu

2025-03-01 10:24

W Warszawie, w latach 20. XX wieku wśród konserwatywnych willi w stylu dworkowym Kolonii Profesorskiej Politechniki Warszawskiej stanął funkcjonalistyczny dom w szarej cegle cementowej. Zaprojektował go jego przyszły mieszkaniec, wybitny warszawski architekt, Romuald Gutt. Szarość równoważyła zieleń - i na elementach kutych, i w ogrodzie, który projektował z Aliną Scholtz, architektką krajobrazu.

Spis treści

  1. Romuald Gutt wchodzi między wrony. Ale krakać nie chce
  2. Pracownia, bawialnia, ogród
  3. Nowe życie willi

Romuald Gutt wchodzi między wrony. Ale krakać nie chce

W 1928 roku na Kolonii Profesorskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Profesorów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej stanął dom inny niż wszystkie. Nie jak u sąsiadów (profesorów, architektów, artystów) - dworkowy wykończony jasnym tynkiem. Złożona z kilku prostopadłościanów awangardowa bryła pozbawiona niemal ornamentu, obłożona została szarą cegłą cementową - znakiem rozpoznawczym autora i właściciela domu, architekta Romualda Gutta.

Zobacz także: Kolonia Profesorska. W 18 domach zamieszkali profesorowie i znani warszawscy architekci. Dookoła zieleń i gmachy urzędów

Na stronie inicjatywy Tu było, tu stało przeczytamy, że willa Gutta była manifestem. Gutt, który jeszcze dekadę wcześniej sam projektował szereg obiektów w stylu dworkowym, zaczynał już odchodzić od poszukiwań stylu narodowego, który opanowywał w tamtym czasie kolegów po fachu. Odbudowane po zniszczeniach wojennych, wciąż stoją w Warszawie jego osiedla domów z tamtych czasów, m.in. przy Placu Słonecznym czy na Placu Henkla; oba podobne, oba na planie koła, oba z lat 20. Dworki, obłości, kolumny i czerwone dachy zastąpił Gutt prostymi formami i ograniczonym detalem. A jasny tynk - ikoniczną już cegłą cementową. Tę przemianę zaakcentował, wznosząc dom prywatny na Kolonii Profesorskiej.

Willa Romualda Gutta w Warszawie

i

Autor: Szymon Starnawski / Grupa Murator

Pracownia, bawialnia, ogród

Może i na zdjęciach dom nie wygląda na duży. Składa się jednak z trzech kondygnacji, a złudzenie potęguje jego podłużna bryła. Projekt powstał w 1926 roku; musiała znaleźć się tu przestrzeń dla państwa Guttów oraz ich czwórki dzieci. Plus samochód. No i służbówka, ma się rozumieć. 

Na parterze, części "wspólnej" i gospodarczej, Gutt zaplanował więc mieszkanko dla służby z kuchnią i pralnią, jadalnię, gabinet i pracownię (tu oczywiście znajduje się największe okno). Na końcu podłużnej przestrzeni - garaż. Żadnego salonu, żadnego pokoju dziennego. Gości podejmowano najpewniej w jadalni.

Zobacz także: Rockefeller dołożył na budowę 100 tys. dolarów, a Romuald Gutt przygotował projekt. Wkrótce ruszyły lekcje

Piętro pierwsze to już część mieszkańców - ale tych młodszych. Dwie sypialnie, duża bawialnia, sanitariaty. Kręte schody prowadzą na ostatnie piętro - tu obok strychu znalazła się trzecia, duża sypialnia z wyjściem na jeszcze większy taras.

Ważnym elementem był ogród. Projektowany wraz ze stałą współpracowniczką, wybitną architektką krajobrazu Aliną Scholtz (po wojnie została kierowniczką Pracowni Zieleni w Biurze Odbudowy Stolicy) dopełniał całość projektu. Gutt z pomocą Scholtz będzie uwzględniał zieleń we wszystkich swoich projektach. 

Alina Scholtz projektowała m.in. zieleń wokół Osiedla Szwoleżerów, Mistera Warszawy 1974:

Nowe życie willi

Dziś willa Gutta jest po remoncie - a właściwie konserwacji. Od niemal dekady dom znajduje się w rejestrze zabytków. W trakcie prac zachowano wszystkie istotne elementy projektu architekta. Tak o remoncie pisze Tu było, tu stało:

Prywatny właściciel, świadomy znaczenia domu-manifestu, dokonał konserwacji, przeprowadzając proces badawczy podobny jak przy odnawianiu murów gotyckich: z termouszczelnieniem, analizą spoiwa, doborem kolorystycznym uzupełnień i próbami czyszczenia licówki. Był więc to proces znajdujący zastosowanie dla innych „szarych domów”, których w Warszawie mamy wiele. Do tej pory ogromnym zagrożeniem dla tych budynków była „termomodernizacja” – okładanie styropianem i tynkowane. Proces konserwacji domu przy Hoene-Wrońskiego udowodnił, że można przeprowadzić modernizację budynku z cegły warszawskiej, nie niszcząc jego istoty.

Dom do dziś porasta zieleń.

Źródła: Romuald Gutt / culture.pl, Willa Romualda Gutta / tubylotustalo.pl
Architektura Murator Google News
Podcast miejski
Flip Springer. Architektura ma kłopot
Video Player is loading.
Czas 0:00
Czas trwania 0:00
Loaded: 0%
Stream Type LIVE
Pozostały czas 0:00
Â
1x
    • Chapters
    • descriptions off, selected
    • subtitles off, selected
      Reklama
      1. Now Playing
        Up NextFlip Springer. Architektura ma kłopot
      2. Now Playing
        Up NextJak oświetlić polskie miasta?
      3. Now Playing
        Up NextWielozmysłowe piękno architektury
      4. Now Playing
        Up NextSamochodów jest tyle, ile potrzeba
      5. Now Playing
        Up NextTak dobrze jeszcze nie było?
      6. Now Playing
        Up NextDlaczego legalnie parkujący wychodzą na frajerów?
      7. Now Playing
        Up NextCo się stało w Gdyni?
      8. Now Playing
        Up NextPowyborczy komentarz warszawski
      9. Now Playing
        Up NextNowi sąsiedzi w Warszawie
      10. Now Playing
        Up NextEmocje urbanistyczne. O uczuciach towarzyszących zmianie w miejskiej przestrzeni
      11. Now Playing
        Up NextBilans zamknięcia. Konrad Płochocki odchodzi z Polskiego Związku Firm Deweloperskich
      12. Now Playing
        Up Next Czego dowiedzieliśmy się o polskich miastach w 2023?
      13. Now Playing
        Up NextRadości i smutki bardzo lokalnej architektury